Kategorie: Wszystkie | Biżuteria | ślub; dieta
RSS
piątek, 12 marca 2010
brak tytułu

Ach i z tym wszystkim....

za 50 dni zmienię stan cywilny, a tu jeszcze tyle do zrobienia. Tzn. zaproszenia już zrobione i wysłane (jak odzyskam sprzęt to pokażę co mi wyszło). Pobawiłam sie scrapbookingiem. Wolę jednak swoją biżuterię. A strasznie ją zaniedbałam ostatnio. To co zalega u mnie w pudle wystawiłam wczoraj na allegro. Załamana jestem, zawsze jak wystawiam kilkanaście egzemplaży swoich wypocin udaje mi się sprzedać może jedną max dwie sztuki. Zastanawiam sę czy nie nawiązać współpracy z jakimś sklepem internetowym. Może lepsze miejsce do robienia miejsca na nowe moje małe dziełka;)

No ale odeszłam od tematu głównego. Co jeszcze nie jest zrobione? Nie mam sukienki, bo przy rozmiarze 42 ciężko cokolwiek znaleźć, a jak już znajdziesz to jest duże prawdopodobieństwo, że będziesz wyglądać jak w namiocie :( Już nawet umówiłam się na szycie tej mojej sukienki ale dopadła mnie choroba i nawet nie ma kiedy rozejrzeć się za materiałem. No bo oczywiście ja nie chcę ani jakiejś białej ani brzydkiej w jakimś ciężkim do określenia kolorze... ble.. tragedia.

Ale największa tragedia to te moje nieszczęsne diety. Przy moim durnym trybie pracy 8-18 + ok 1,5h na dojazd ciężko utrzymać 5 posiłków (bo czasami w pracy nie ma czasu na siusiu...). Nie lubię też monotonii w jedzeniu, a mój organizm broni się rencami i nogami przed spadkiem wagi. Stosuję się teraz do zaleceń kolejnej diety, a waga ani drgnie, a jak sobie pozwolę jeden dzień na jakieś piwko wieczorem czy nie daj Boże chlebek lub bułeczkę odrazu 0,5kg więcej. Mam dość i jestem bliska poddania się...

Ale przynajmniej na tym moim chorobowym zrobiłam sobie naszyjnik (tylko czy będzie pasował) już na ślub. No i ćwiczę wyplatanie koralikami bo chciałabym jeszcze grubą bransoletę z bezbarwnych koralików met. peyote (?) ale oczywiście mi nie wychodzi...

A najlepiej dziś to mi wychodzi narzekanie.

Hmmm... Słyszałam też od znajomych, że im bliżej ślubu tym więcej wątpliwości... No i też mnie zaczynają dopadać. A dziś jeszcze intensywna Katechizacja przedślubna....